Ten tydzień był jeden z moich gorszych...
Dołka podłapałam, straciłam wiarę w siebie (w swój talent i w to, że moje marzenia o kontynuacji i rozwoju swojej pasji, może kiedyś zaowocować) i jeszcze na domiar złego Norbert też taki marudny, jęczący, że aż z bezsilności wczoraj położyłam go na siłę na pierwszą drzemkę i się poryczałam...
Czasem mam wyrzuty i powtarzam sobie, że jestem okropną matką...
Bo kiedy się widzi, te wszystkie "ochy" i "achy" innych mam i ten wieczny uśmiech na twarzy mówiący "No co Ty macierzyństwo to najlepsze co mnie w życiu spotkało!!" To mi się słabo robi...
I zastanawiam się czy one tak dobrze udają czy ze mną jest coś nie tak?!
Czy każdy ma wspaniałe macierzyństwo, tylko radosne dni i zero przesytu?!
Ja nie mówię, bo kocham swoje dziecko nad życie i gdyby ktoś zrobił mu krzywdę to chyba zabiłabym drania... Uwielbiam kiedy jest radosny, kiedy z taką precyzją i skupieniem się bawi, kiedy przekracza kolejny szczebel rozwoju i cieszy się na mój widok, a z resztą cieszy mnie też kiedy piszczy z radości na widok męża, kiedy się tuli, kiedy woła mama... To są takie wspaniałe chwile, że chciałabym zatrzymać czas...
TAAAK wtedy to i ja mówię, posiadanie dziecka to niesamowity dar!! To coś wspaniałego i przez nic innego niezastąpionego...
Ale kiedy marudzi bez powodu, bo w moim mniemaniu no przecież wszystko powinno grać.. Wyspany, nakarmiony, przebrany... No nic tylko się bawić... A mimo to jęczy, kwęka, marudzi, to mam ochotę skoczyć z okna... Poważnie, wszystko co takie wspaniałe i kochane, pryska jak bańka mydlana... I przychodzi rozgoryczenie i rozpacz, irytacja pomieszana z wyrzutami gdzie ta cierpliwość?! No przecież miała być większa... Miała mnie zalewać falami a do tego nienaganny stoicki spokój!! NIE MA! I CHYBA NIGDY NIE BĘDZIE!! Boże miałam zawsze u Ciebie chody.. I co?! Nagrabiłam sobie czymś... Męcz się kobieto! Chciałaś to masz! A jak...
Synu! Dopóki nie przejdę objawienia dobroci... Rodzeństwa nie będzie... No przykro mi... Mówią, że drugie jest grzeczniejsze... Nie ma bata! Ryzykować nie będę :P
Szczerze! Nie chcę krzyczeć, ale to jest silniejsze ode mnie, dlaczego?! Pewnie dlatego, że boję się, że moje kochane i zarazem mega nieznośne bobo próbuje nowych rzeczy, tylko jeszcze gdyby uważał tak jak wcześniej, ale teraz nie patrzy czy się trzyma czy nie, czy go chwieje.. Co tam płytki w kuchni?! Co tam kolejny guz, bo przecież czaszka ze stali.... Ja na zawał zejdę mówię Wam... Wcześniej czy później to nastąpi, nie na moje nerwy nauka chodzenia, stania, klękania z tyłkiem w górze... Boję się, że kiedyś tak zaliczy płytki, że już nie będzie mądrym, ciekawym świata dzieckiem, tylko wolniej rozwijającym się bobasem, który nie wyjdzie z letargu...
Ja nie wiem czy to hormony mi buzują ze względu na tą nadczynność tarczycy czy jednak "gorące dni kobiece" wiem jedno to był kiepski tydzień... Słaby kreatywnie, jakiś taki śpiący, męczący, dołujący i nerwowy...
Kończę miłym akcentem, a z racji tego, że optymista to moje czwarte imię ten weekend będzie należał to tych sweetaśnie miłych, gdyż, iż, ponieważ moi rodzice z bratem oraz dwoma (Bazar i Blekuś) czworonożnymi crazy-olami nas nawiedzają.... Będzie.. Będzie zabawa, będzie się działo!! Harmidru będzie mało :P Z pewnością będzie głośno.. Mega radośnie, Bazarek będzie spieprzał, gdzie pieprz rośnie ;D
I z mnóstwem pozytywnej energii rozpoczniemy nowy tydzień :)
Życzę i Wam mega rodzinnego weekendu, dzięki czemu wszystkie szare chmurki się rozwieją i zaświeci piękne słońce ;)
sobota, 8 lutego 2014
piątek, 7 lutego 2014
Słonik sensoryczny ;)
Jedna noga posiada woreczek z fasolą, druga noga posiada woreczek z ryżem.
Ogonek lekko poddaje się rozciąganiu (we wnętrzu posiada gumę).
Zielone ucho szeleści, różowe tylko wypchane.
Słonik posiada naszytą kieszonkę na suwak oraz przestrzeń między kieszonką, a słoniem tworzy kolejną. Literki od A do D oraz cyferki od 1 do 5...
czwartek, 6 lutego 2014
Kroczki...
Od blisko dwóch tygodni me dziecię wstawało na nogi podpierając się narożnikiem.
Dwa - trzy dni temu zrobiło nam psikusa... Stojąc podparty obrócił się na pięcie i zrobił półtora kroczka, całe szczęście, że siedziałam blisko to zdążyłam go złapać.
Wczoraj natomiast byłam zdumiona, dlatego, że raczkiem - raczkiem trzymając się narożnika doszedł od kąta prostego do jego końca na którym siedziałam...
Nie zdążyłam tego osiągnięcia uchwycić, ale mam dla Was inny filmik stoję
Także rośnie mi ten urwis...
Dwa - trzy dni temu zrobiło nam psikusa... Stojąc podparty obrócił się na pięcie i zrobił półtora kroczka, całe szczęście, że siedziałam blisko to zdążyłam go złapać.
Wczoraj natomiast byłam zdumiona, dlatego, że raczkiem - raczkiem trzymając się narożnika doszedł od kąta prostego do jego końca na którym siedziałam...
Nie zdążyłam tego osiągnięcia uchwycić, ale mam dla Was inny filmik stoję
Także rośnie mi ten urwis...
Jeżyk sensoryczny...
Propozycja sympatycznego i milusińskiego przytulaka, który za jednym razem i bawi, i uczy.
Wykonany jest z bawełnianej flaneli, wypchany antyalergiczną kulką poliestrową, a każda jedna nóżka wypełniona jest czymś innym (fasola, ryż, szeleścik oraz nakrętka - można ją zastąpić np. grochem).
Naszyte różnokolorowe wstążeczki oraz naszywki, cyferki od 1-5 oraz 4 różne kształty.
Moim zdaniem rewelacyjna zabawka dla bobaska ;)
Wykonany jest z bawełnianej flaneli, wypchany antyalergiczną kulką poliestrową, a każda jedna nóżka wypełniona jest czymś innym (fasola, ryż, szeleścik oraz nakrętka - można ją zastąpić np. grochem).
Naszyte różnokolorowe wstążeczki oraz naszywki, cyferki od 1-5 oraz 4 różne kształty.
Moim zdaniem rewelacyjna zabawka dla bobaska ;)
Dla zainteresowanych mogłabym stworzyć inny motyw np. zajączek, motylek itp.
Jak Wam się podoba?
wtorek, 4 lutego 2014
Walentynki zbliżają...
Zbliżają się wielkimi krokami, czas pomyśleć o drobiazgach dla swoich lubych ;)
Mogą być małe, duże, płaskie, wypchane, ze zdjęciem, bez zdjęcia, na ścianę, na biurko, na patyku,
na lodówkę (jeśli zaopatrzycie się w magnes bądź spróbuję na specjalne zamówienie takowego poszukać) :P
jako brelok,
a nawet z osobistym wpisem ;)
wszystko zależy od Was kochani :)
Mam też pomysł na dekoracje Wielkanocne
Pokażę Wam ten gorszy, ale jajka i kurczaczki pewnie by lepiej wyglądały ;)
poniedziałek, 3 lutego 2014
Moje pierwsze literki na zamówienie..
Szczerze Wam powiem, że wyprodukowanie takich literek to nie jest prosta sprawa, kiedy jeszcze na domiar złego drukarka powiedziała "Radź se sama!"...
Siódme poty i stres mnie ogarniał kiedy je tworzyłam... Starałam się na maksa, serducho w każdą wkładałam...
A i tak nie są tak piękne, tak równe i tak idealne jakbym tego chciała :(
Wszystko od podstaw, literka po literce, szacunkowe proporcje, to było najtrudniejsze...
Kolejne to przewlekanie z lewej na prawą...
No, ale są!!
Mam nadzieję, że się właścicielowi spodobają... ;)
Mam nadzieję, że kolejne będą jednak elegancko-perfekcyjne...
A oto i one przed zdobieniem:
A tak wyglądają:
Siódme poty i stres mnie ogarniał kiedy je tworzyłam... Starałam się na maksa, serducho w każdą wkładałam...
A i tak nie są tak piękne, tak równe i tak idealne jakbym tego chciała :(
Wszystko od podstaw, literka po literce, szacunkowe proporcje, to było najtrudniejsze...
Kolejne to przewlekanie z lewej na prawą...
No, ale są!!
Mam nadzieję, że się właścicielowi spodobają... ;)
Mam nadzieję, że kolejne będą jednak elegancko-perfekcyjne...
A oto i one przed zdobieniem:
A tak wyglądają:
sobota, 1 lutego 2014
Ten czas tak szybko leci, że nie ogarniam, a wspominając się wzruszam...
Kiedy wszyscy już u mnie smacznie śpią, często jeszcze coś tworzę, o czymś myślę, coś wspominam, a to dlatego, że jest cicho... Nostalgicznie... I wiem, że to jest mój wolny czas.... Relaks po wyczerpującym dniu... Moment regeneracji...
Wspominam chwile jakie mieszały się od pobudki do zaśnięcia...
Obecnie jestem na etapie nieziemskiej fascynacji i mega wkrętu w Świat, rozwój i postępy mojego synka...
I właśnie dzisiejszego bardzo późnego wieczora, patrz nocy obleciał mnie strach...
Boję się, że nie zdążę się nacieszyć każdym etapem mojego dziecka... Tak strasznie mi to wszystko ucieka przez palce... Ta radość, ten podziw jak szybko się rozwija...
Nie zrozumcie mnie źle, ja się bardzo cieszę, że leci poza programem, że np. doczołga się do narożnika i wstaje na nóżki (przypominam 8 miesięcy ma), przeraża mnie to nie powiem, bo jeszcze gdyby się trzymał a on się puszcza, boję się o jego bezpieczeństwo... Ile już guzów nabił, a to dopiero początek przecież, a co będzie dalej?!
Nie idzie upilnować, no po prostu się nie da!
Taki przykład, z racji tego, ze podczas kąpieli włączało mu się "hop sium dyr dum" a wanienka była już za mała, kąpie się w brodziku, specjalnie kupiliśmy głęboki, właśnie ze względu na bobcia.
Siedzi sobie w tej mini wannie, zadowolony, butelka od jego szamponu w paszczy, radość, piski.. Ja się nachylam na myjkę płynu nalewam, Norbi w euforii rozglądać się zaczął na prawo i lewo i do góry i równowagę stracił, tyłek się ślizgnął i bach... No nie zdążyłam szalejoka złapać i co?! No i obite nad brwią było, mówię będzie guz.... Uff nie było..
Jeszcze niedawno bałam się mu dać biszkopta (chrupki bez problemu), ale biszkopt?! Tak krztusił się, mówię nie ryzykuję! Więcej nie dostanie! Minął miesiąc... Myślę, bułkę z masłem wcina to biszkopta nie? Siedząc na macie, skupiony, biszkopta wciągał, żadnego krztuszenia, dławienia... No cud się stał...
Pora obiadu, jak już kiedyś wspomniałam, nie je swojego, niedoprawionego... Nie chce, głowę obraca, dziąsła zaciska... Ale jak tylko niosę dwa talerze do stołowego, Norbi 6-ty bieg włącza, chlast, chlast już przy stopach, już się wspina, na kolanka biorę i czeka, jeden kawałek, drugi, trzeci i tak z nami wcina...
Ale najwspanialszy jest moment kiedy tak siedzi na tej macie, jęzor wystawiony, ze skupieniem coś majstruje... No nie mogę się napatrzeć! Jest to dla mnie tak piękny obraz! Tak bardzo mnie rozczula, że tą chwilę chciałabym zatrzymać na dłużej...
I kiedy pije z kubeczka, oczywiście pomagam mu, żeby nie było....
To tak patrzę i myślę, jeszcze niedawno taki maciupki był, a teraz odkąd usiadł tak szybko robi postępy, że boję się, że to wszystko za szybko przeminie, że nie zdążę się nacieszyć...
Czasem się zdarza, nieczęsto, ale na przykład dziś się zdarzyło, kiedy siedzieliśmy brzuszek do brzuszka, Norbercik wpatrzony w moje oczy, cieszy się, obserwuje każdy kawałek twarzy, łapie z a nos ( ja mu wtedy dźwięk "pip" wydaję a on się w głos cieszy) i tuli się, i skacze, i "mama" woła...
Moment niesamowity! Wzruszający kiedy o tym myślę to utwierdzam się w przekonaniu, że każdego dnia kocha się mocniej i mocniej!!
No i stało się, popłakałam się :)
Nie wyobrażam sobie, żeby mogło mu się kiedykolwiek coś stać... Nie przeżyłabym tego, dlatego chylę czoła i baardzooo współczuję, tym rodzicom, którzy lekarze nie pomogli a pozbawili największej radości życia...
I tak się zastanawiam, co się dzieje, że ludzie są tak nieludzcy dla innych, że lekarze nie stają na rzęsach, żeby dzieciaczki się rodziły silne i zdrowe, tylko panująca znieczulica pozwala chełpić się we własnym egoizmie... Bo ostatnie wydarzenia, utwierdzają mnie w przekonaniu strach rodzić i strach z dzieckiem do lekarza iść.... :(
Subskrybuj:
Posty (Atom)













